FelietonNotatki z Warszawy

„Solidarność” to za mało. My potrzebujemy rewolucji społecznej

soziale-revolution

Warszawa to najpiękniejsze miasto na wschód od Odry. Wspaniale jest tu mieszkać, jest bezpiecznie, ludzie są względnie szczęśliwi i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie istnienie tej drugiej Polski. Przykro patrzeć, jak elita polskiego przywództwa traktuje większość naszego społeczeństwa. Ale jeszcze bardziej smutne jest, jak ta beznadziejnie zagubiona Polska pozbawiona została możliwości własnej inicjatywy i wegetuje. Bez Solidarności nie byłoby wolnej Polski, ale jej czas dobiegł końca. Czas na rewolucję społeczną.

Druga Polska

Polscy pracownicy oraz robotnicy są wyciskani jak limonki, wyzyskiwani jak niewolnicy, którym się „daje“ wystarczająco kasy, żeby nie umarli z głodu, żeby czasem jeszcze nie trzeba było zapłacić za ich pogrzeb. Średnie wynagrodzenie wynosi w Polsce 1800 PLN, czyli około 430 EUR. Niewolnik z Afryki w XVII wieku kosztował pewnie więcej.

Studenci w Polsce są traktowani jak uczniowie (co można poznać po tym, że wielu z nich mówi „idę do szkoły“). Profesorowie używają wobec nich określenia „homo-sapiens-bezmózgowiec“. Niech sobie Państwo wyobrażą następującą sytuację: na forum gospodarczym w Toruniu, w 2016 roku, zorganizowano panel tematyczny o reformach edukacji na uniwersytetach. Chodziło między innymi o to, że studentów nie traktuje się poważnie i że nie mają prawa głosu w sprawach organizacyjnych. Teraz niech Państwo zgadną, kto nie był obecny na sali? Studenci! Żeby było jeszcze śmieszniej: rektorat Uniwersytetu Mikołaja Kopernika znajduje się 600 metrow od miejsca, w którym zorganizowano forum gospodarcze. Gdyby Kopernika za jego życia traktowano tak, jak naszych studentów dzisiaj, to zostałby pewnie pierwszym polskim emigrantem w Wielkiej Brytanii. Przynajmniej Niemcy nie chcieliby go dla siebie.

Emeryci mają tak małą siłę nabywczą, że w żadnej branży gospodarczej nie są brani pod uwagę. Niektórym odpowiadałoby nawet, gdyby staruszkowie w ogóle zostali w domach. Ale z nich też można wycisnąć ostatnie soki życia, bo istnieją przecież zautomatyzowane wyciskarki: wystarczy postawić babcię za grosze przy wieszakach w muzealnych szatniach lub płacić dziadkowi fortunę za rozdawanie ulotek na szlakach turystycznych. Ci ludzie po 30 lub 40 latach pracy mają być pewnie jeszcze wdzięczni za dodatkową robotę, prawda? Przy minusowych temperaturach stoją nasze babcie na ulicy, wyśmiewane i poniżane. Gdyby na ich miejscu znajdował się robot, szybko byś sobie zrobił z nim selfie i jeszcze powiedział: „Hej, cześć!“, prawda? Ci starsi, tylko przeszkadzają. Na poczcie wszystko tak długo trwa, przy kasie w Lidlu wiecznie szukają tych cholernych drobnych, a potem jeszcze chcą miejsca w autobusie lub tramwaju. A przecież przez cały dzień nic nie robią.

Kierowcom samochodów wmawia się, że 5,5 PLN za litr benzyny to normalna cena. A ile wynosi ona w Niemczech? 1,3 EUR? Czyżby tyle samo przy czterokrotnie niższych zarobkach? Dlaczego tam benzyna nie kosztuje 5,2 EUR? Myślicie, że Niemcom możnaby wcisnąć taki kit? I co z tego, że mamy świetny system edukacyjny? Jesteśmy za mądrzy, żeby walczyć o swoje? My nawet nie szukamy pracy w innym mieście, bo nie stać nas na dojazd. A gdyby mimo wszystko ktoś wpadł na taki pomysł, to jeździłby harować, żeby zarobić na samą benzynę lub bilet kolejowy. Tak zwane niewolnictwo 2.0.

Język urzędowy: frustracja

Mowa nienawiści jest jedynie skutkiem ubocznym prawdziwego problemu kłótni społecznych. Ta literacka pornografia ma – może nawet nieświadomie – odwrócić uwagę od prawdy. Za wszystkie złe wydarzenia w Polsce obwinia się mowę nienawiści. Chuligani na stadionach? Pędzący kierowcy samochodów? Nacjonaliści podczas Marszów Niepodległości? Wygrana PiSu w wyborach? Morderstwo Pawła Adamowicza? Wybranie Donalda Trumpa na prezydenta? Popsucie się telewizora? Mowa nienawiści, mowa nienawiści i jeszcze raz ta przeklęta mowa nienawiści. Niestety, nie ma to z nią nic wspólnego. To jest po prostu mowa frustracji. To ogólny stan państwa i społeczeństwa polskiego powodują, że internet przepełnia mowa nienawiści, że jakiś świr wskakuje na scenę i morduje prezydenta miasta, że ludzie na siebie nawzajem i na swoje żony patrzą z morderczą zazdrością, że pięcioosobowe rodziny żyją na 40 metrach kwadratowych i uważają to za awans społeczny. Winny patologii jest ogólny stan tego społeczeństwa, którego językiem jest mowa nienawiści. To za nią odpowiada frustracja, tak, jak za całe zło. Dlaczego partia Wiosna nagle ma 16% poparcia? Bo pan Biedroń naobiecywał kasy, dużo kasy, wszystkim i każdemu. Nikt nie wie, co on tam naprawdę mówił ze swojej mównicy. Ale cyfry każdy zrozumiał. Polacy są sfrustrowani i źli, pogrążeni w depresji. Dlaczego kasjerka ma być miła i uprzejma? Bo dostaje 2000 PLN miesięcznie i dodatkowo raz do roku 200 PLN na choinkę, prezenty, gęś i miłość? Frustracja, szanowny czytelniku, była powodem rewolucji i ruchów społecznych. Tylko że my do tej pory czegoś takiego nie doświadczyliśmy. Solidarność była ruchem społecznym, ale już wszyscy wiemy, że jedynie politycznym. Dlatego ta nudna do bólu rewolucja nadal trwa, aż oni wszyscy sami nie odejdą.

Zanim zaczniesz mi wmawiać, że przecież nie każdemu w Polsce jest aż tak źle, to lepiej się zamknij. Te argumenty słyszę już od tak dawna, zarówno w prywatnych, jak i w państwowych mediach. Dzień w dzień ktoś z drugiej strony szyby telewizyjnej wyrzyguje ten żałosny spektakl. Czy ktoś naprawdę podejmuje się rozwiązania prawdziwych problemów społecznych? Tak naprawdę chodzi tylko o władzę, a 50 kilometrów od Warszawy ludzie nurzają się we własnych fekaliach, na własnej działce. Politycy muszą się nauczyć ustalać odpowiednie priorytety. Muszą zrozumieć, że żeby wydoić krowę, trzeba ją najpierw nakarmić.

Potrzebujemy społecznej rewolucji

Polsce jest potrzebna gruba kreska. Potrzebna nam jest rewolucja społeczna. Bez oddolnego ruchu nic się nie zmieni. Demonstracje w Polsce są mniejsze od mojej parapetówki. Liczba zarejestrowanych stowarzyszeń jest zasmucająco niska. Mniej, niż 10% pracowników należy do związków. Gdyby zarobki od 28 lat rosły w tym samym tempie co produkcyjność, byłyby o 40% wyższe i nadal za niskie. Codziennie w Polsce narusza się godność człowieka i wszyscy to mają gdzieś, nawet ci, którym się tę godność odbiera. Ważne jest tylko, żeby należycie uczczono torturowanego kiedyś przez Niemców lub Rosjan dziadka, żeby cały świat odpowiednio uhonorował Dywizjon 303. I kiedy na jakimś zadupiu w Stanach Zjednoczonych burmistrz planuje przesunąć pomnik katyński, wtedy całe polskie społeczeńswo oraz Polonia powstają i jednoczą się we wspólnej sprawie.

Ale kiedy własna babcia od paru dni się nie myje, bo ją nie stać na taką rozrzutność, kiedy dzieci nie mogą myśleć co chcą, kiedy student dostaje gorszą ocenę, bo myślał co chciał, kiedy przesadnie droga autostrada drożeje jeszcze bardziej, kiedy chce się zabronić aborcji, kiedy ksiądz otrzymuje publiczne pieniądze na swoje chore pomysły, kiedy dokument konstytucji zostaje zdegradowany do pustkowia, kiedy bogactwo jest wystarczającym powodem do odebrania komuś jego godności…..

…. Wtedy się tylko obracamy, wysuwamy nasz wygodny tyłeczek i z uśmiechem na twarzy uwalniamy go: własnej roboty bączka!

Już nie da się tego oglądać ze spokojem. Mi się dobrze żyje, Warszawiakom dobrze się żyje i właściwie nie powinno mnie to interesować. Właściwie!


Deutsche Version

×
Antoni Author
Latest Posts
  • soziale-revolution

Dołącz do dyskusji

  Abonnieren  
Benachrichtige mich bei

Comment here